Trudna lekcja i Niedziela Palmowa

Palmowa Niedziela w Kamerunie

Dużymi krokami zbliża się koniec Wielkiego postu. Jak zawsze jego szybkie przemijanie zostawiło poczucie niedokończenia, niedopracowania. Ale tak się składa, że Wielkanoc tuż-tuż i do Zmartwychwstałego trzeba iść z tym, co masz. W te ważne dni przygotowaliśmy dla Was dwie malutkie afrykańskie historyjki: o synu marnotrawnym i o tym, jak świętowaliśmy Niedzielę Palmową.

Trudna lekcja

Tajemniczy plan powstał już dawno temu. Bilet do Douala kosztuje 4-5 tyś cfa (25-35 zł) i aby uzbierać taką kwotę chłopak powinien był pieszo chodzić do szkoły i nic tam nie jeść przez długie tygodnie. Jego myśli pewnie były podobne do myśli zesłańca syberyjskiego, który przygotowuje się do wielkiej ucieczki. On nieustannie opracowuje swój plan, ocenia wszystkie okoliczności, wszystkie za i sprzeciw i zbiera życiowy dorobek. No i oczywiście marzy o swoim dalekim domu z ogródkiem, i najważniejsze - o rodzinie i kochanych bliskich.

Rano Waren, jak zresztą codziennie, wychodzi z misji do szkoły. Ale tak naprawdę, zgodnie z planem, jego plecak jest wypełniony ubraniami, książki zostały w pokoju na półce. On szybko jedzie na dworzec, kupuje bilet do Douala i siada do autobusu. Serce pewnie bije trochę szybciej niż zazwyczaj. Oddalając się od miasta chłopiec na zawsze żegna się z sierocińcem. „ Już nigdy nie trzeba będzie tak wcześnie wstawać na codzienną Mszę Św., chodzić po liście dla królików, odmawiać ten długi, nudny i zupełnie bezsensowny różaniec, słuchać się tych białasów, którzy przyjeżdżają, uczą i, co najgorsze, wymagają uczenia się”, - myślał. Tam, w Douala, będzie dobrze. Któraś ciotka przyjmie go do swojego domu, zrozumie cały dziecięcy ból i otuli swoją pieszczotą.   

Największe miasto Kamerunu spotyka chłopca swoją duchotą i upałem. Waren zmierza do siostry zmarłej matki. „ Oto cel. Ucieczka prawie skończona. Eldorado. Nowe szczęśliwe życie jest w moich rękach”, - myślał chłopiec. Jednak surowa rzeczywistość nie pozwoliła nastolatkowi spełnić planu.

Wieczorem na komórkę Marianne, wychowawczyni misji, przychodzi sms - z prośbą o wybaczenie i o pozwolenie na powrót. Według standardowej procedury robi się poważną minę i wychowanek nie otrzymuje żadnej odpowiedzi na temat swojej przyszłości. Takie niby „zastanowimy się”. On chciałby wrócić jeszcze dziś, ale na powrót chytry plan Warena środków nie przewidział. Na razie chłopak zostaje tam, gdzie go nie chcą. Żaden dom nie chce go przygarnąć, nikt nie chce obronić "biedaka" przed misjonarzami. Marzenia nastolatka, a co gorsza, jego światopogląd i wyobrażenie o rodzonej i takiej swojej rodzinie zostały po prostu rozbite o beton prawdy.

Po kilku dniach radosny krzyk dzieci „Waren wrócił!” obwieścił już wcześniej znany fakt. Czerwona koszula, szare dżinsy, czarne trampki i trochę schylona głowa. Wszystkie dzieciaki pobiegły przytulić się do swojego przyjaciela i nawet poczucie głębokiej winy nie mogło sprzątnąć z jego twarzy uśmiech. Lekcja skończona. Była to trudna lekcja tego, że tak naprawdę nikomu nie jesteś potrzebny. Tak misję zaczyna się postrzegać jako dom, który przestaje być dziwnym miejscem, gdzie biali od ciebie cały czas czegoś wymagają. Tak dziecko uświadamia sobie, że nie mając rodziny, ma tę rodzinę, i nie mając domu, ma ten dom.

Niedziela Palmowa

Już z samego rana dzieci polazły w pobliskie krzaki, aby narąbać gałęzi z palm. Aczkolwiek wyjście poza terytorium misji bez zgody jest zabroniony, ale dzisiaj niby można. Każdy skręca palmy na swój sposób. Powstają palmowe kwiatuszki, warkocze, kółka, kwadraty i jakieś zupełnie niezrozumiałe figury. Ktoś przytargał maleńką palmę z korzeniem i schował za beczką. Idziemy pod bramę wjazdową, tu się pomodlimy i wyruszymy procesją do naszej werando-kaplicy.

Ojciec wita obecnych, czyta urywek z Ewangelii, kropi wodą święconą. Starsi chłopcy pobrali olbrzymie palmy i stworzyli ścianę. Kroczymy z pieśnią, dziewczyny tańczą. Osacza poczucie rodzinności, czegoś swojego, prywatnego. Idziemy dla siebie, modlimy się dla siebie.

Po 40 dniach dzisiaj, podczas Mszy Świętej, znowu zabrzmiał tamtam, wszyscy ubrali się niezwyczajnie ładnie – święto. Wesołe śpiewy, mini tańce. Ojciec nie głosi kazania, kontynuuje. I prawdaż, Ewangelia dzisiaj jest tak obszerna, w niej tak dużo ludzkiego, z czym każdy spotyka się na co dzień, że wydaję się komentarz być zbędnym.

Wkrótce Wielkanoc, a dla dzieci przede wszystkim dużo jedzenia i impreza.  Będzie się działo. Zapraszamy!