Poznajemy dom

IMG8203

Przed pójściem na nocleg o. Dariusz mówi, że nie ma dla nas konkretnego czasu pobudki. Jednak wstajemy przed szóstą. Tak na prawdę spać już nie mogliśmy długo wcześniej ze względu na toczące się dookoła życie. Dzień się rozpoczyna od sprzątania wyznaczonego terenu, o 06:00 jest Msza, a o 06: 45 w domu ma nikogo nie być, wszyscy idą do szkoły. Prawie do samego wieczoru Foyer St. Dominique jest pusty. Najlepszy czas aby zwiedzić teren.  

Już pewnie widzieliście nasz dom. Obecnie mieszka tu około 30 dzieciaków.

Pośrodku terytorium rośnie bananowiec, ale banany są jeszcze zielone.

Ubrania dzieciaków suszą się na sznurkach wzdłuż całego budynku, w pokoju mieszka dwie - trzy osoby. Życie tu jest inne. Narazie ciężko jest dokładnie zrozumieć co i jak. Dzieci myją się na zewnątrz. Ojciec mówi, że eksperyment z prysznicem poniósł porażkę po tygodniu – dla nich wiadro jest bardziej wygodne. Młodsi myją się naprzeciwko pokoi, starsi chowają się za ręcznie zrobioną zasłoną albo pustakami, które zostały po budowie.

Dookoła coś co przypomina widoki z amerykańskich filmów – górzysta miejscowość, palmy, dachy bogatych domków. To wszystko należy do miejscowych nowobogackich. O. Dariusz opowiada, że źródłem tego bogactwa bywa łapówkarstwo i nieuczciwość. Jego znajomy pracuje jako sekretarz ministra. Miesięcznie zarabia 180 tyś. kameruńskich franków (ok. 1200zł), natomiast ceny tu są nawet do 7 razy wyższe niż w Polsce. Możemy więc przeliczyć ile lat trzebaby oszczędzać, aby wybudować taki domek.

My dostajemy pokoje w których jest wszystko, co potrzeba: łóżko, ręcznie zrobiony stół, lampka i gniazdko. Po opowieściach ojca rozumiemy, że to jest wysoki standard. Rodzice kazali nam myć ręce 100 razy dziennie. Tym razem się posłuchamy. O. Dariusz śmiejąc się dodaje, że malaria niedługo już będzie w naszej krwi. No cóż, Afryka bez malarii nie jest Afryką.
W Kamerunie nie ma zwyczaju pokazywania swoich pokoi, jest to rzecz prywatna. Ależ my nie jesteśmy Kameruńczykami .