Polujemy na suri

IMG9145

Ten delikates dla przeciętnego europejczyka jest symbolem afrykańskiej kuchni. Mieliśmy przyjemność stać się świadkami akcji jego zdobycia, więc dzisiaj o larwach. 

Larwy mieszkają w pniach ściętych drzew palmowych. Ich obecność w środku określa się na oko i po dźwięku. Jeżeli się dobrze przysłuchać, to można wyłapać charakterystyczny huk i lekki trzask. Larwy mieszkają wewnątrz pnia (gdzie zjadają cały miąższ) albo w korze.

Cały proces wygląda tak: najpierw się rozsieka korę i wyrywa miąższ, a później z niego delikatnie wyciąga wszystkie larwy. Ogólnie rozciąć palmę jest bardzo ciężko. Chłopacy pracowali siekierą na zmianę, a Marianna nadzorowała J. Jeżeli widać, że są za małe, drzewo posypuje się solą i zostawia w takim stanie jeszcze na tydzień. Przez ten czas larwy trochę urosną i będą gotowe do spożycia.  Jeśli do pnia zajrzymy zbyt późno, to larw już nie będzie, bo przepoczwarzą się w robaki.

Po akcji polowania nastąpiła akcja przygotowania. Wbrew pozorom, larwy nie je się na surowo (chociaż niektórzy tak robią). Jaśka je rozrywała na pół, wyciągała nienadające się do spożycia wnętrzności, a później smażyła na ogniu. Do tego dodała sos pomidorowy, czosnek, różne zielska i inne pyszności. Skusiliśmy się na spróbowanie. Bardzo ostre, ale dobre. Widzieliśmy też, że sprzedają je w postaci szaszłyka. Na ryneczku pół szklanki (100gr) kosztuje 2000 cfa - 13zł.