Po zaułkach Yaounde: sklep dla bogatych

IMG8830.JPG

Handel w Kamerunie praktycznie w pełni pozostaje w rękach tysięcy indywidualnych przedsiębiorców pracujących na małych ryneczkach. Większość zakupów robi się pod otwartym niebem. Są też supermarkety do których przychodzą ci najbogatsi. Zwykłych ludzi albo nie stać, albo po prostu nie mają takiej potrzeby. Właśnie do jednego z takich sklepów zawitaliśmy. 

Na zewnątrz „Mahima” wygląda jak zwyczajny sklep, ale już po zaparkowanych samochodach widać, że raczej przyjeżdżają tutaj nie biedni. Nasza misja, naturalnie, nie robi tu codziennych zakupów. Przyjeżdża się do takiego sklepu od czasu do czasu aby kupić produkty, których nie ma na ryneczku. Towary, które produkują się w Kamerunie nie są specjalnie drogie, ale te z Europy kosztują kilka razy drożej niż w krajach producentów. Kalkulując miejscowe zarobki, takie ceny stają się nieosiągalne.

Płatki śniadaniowe Chocapic: 7950cfa = 53zł ( przypominamy, że za dzień pracy np. pomocnikowi na budowie płacą 2500cfa = 17zł w mniejszych miejscowościach, a w większych 5000cfa = 34zł )

Herbata Lipton: 1900 cfa = 13zł (biorąc pod uwagę, że kultury picia herbaty tu nie ma, można stwierdzić, że kupują ją albo „biali” albo zeuropoizowani Kameruńczycy.

Cukier:  650 cfa=4,30zł za kilogram. 

Mięso mielone, kurczaki, filety kosztują maksymalnie 45zł za kg. Generalnie mięso jest droższe niż ryba, ale tańsze niż wiele innych rzeczy. Przy czym porównanie odbywa się w drogim sklepie.

Nie ma tu twarogu, śmietany, maślanki, kefiru i innych podobnych mlecznych produktów. Chyba z powodu trzymającej się przez cały rok wysokiej temperatury. Jeżeli już, to używają mleka w proszku.

Na ogół nic ciekawego. Grubi Kameruńczycy ze złotymi łańcuchami, kupa ochroniarzy i minimum Afryki. Jeżeli ktoś szuka czegoś autentycznego, tu tego na pewno nie znajdzie. Dlatego następnym razem pojedziemy na ryneczek.