Pierwsza choroba

IMG3360.JPG

Podczas liturgii poczułem się bardzo źle. Położywszy się szybko do łóżka udało mi się z niego wstać dopiero po 24 h. Jakiejś bakterii jednak udało się dostać do mojego organizmu. Nie pomogło ani mycie rąk 100 razy dziennie, ani normalne odżywianie się, ani żadne inne środki o zwiększonym poziomie higieny. Już drugiego dnia naszego pobytu był zrobiony specjalny stołek dla miski z wodą i mydłem. Każdego razu przed wejściem i wyjściem z pokoju tu się myje ręce.

Z gorączką walczyliśmy paracetamolem. Nie bardzo to pomagało, toteż postanowiliśmy udać się do miejscowej przechodni. Pani doktor śmiejąc się zapytała co i jak, sprawdziła ciśnienie, zmierzyła temperaturę, ogólnie wszystko jak wszędzie. Pobrała krew z żyły, a później tamże wlała dużą ilość czegoś żółtawego. Zakręciło mi się w głowie, jednak po 10 minutach poczułem się o wiele lepiej.

Razem ze mną do przechodni poszła Cerole. Wczoraj z ucha zaczęła jej lecieć ropa.Wytrzymałości maluchów przed bólem dzieci z Europy mogą tylko pozazdrościć.

Marta robiła nam zdjęcia. W pewnym momencie doktor powiedziała, że pójdzie się przebrać, żeby ładnie wyglądać J

Po obiedzie poszliśmy po wyniki. Po kilku minutach monologu pani doktor zrozumieliśmy, że we krwi jednak coś jest. W momencie kiedy wskazała palcem na rysunek z komarem wszystko stało się jasne. Jeszcze przed przyjazdem o. Dariusz nas uprzedził, że malaria będzie we krwi już po 2 tygodniach, a później zostaje tylko czekać aż się przejawi. Minęło dopiero osiem dni, a więc prawdopodobieństwo, że to malaria było bardzo niskie. Możliwe, że chodziło tylko o kasę. Sprawa w tym, że leki kosztują około 30$, kupuje się je od lekarza, na miejscu. Dlatego pytanie czy była to malaria czy nie zostaje otwartym. Możliwe, że tak jest ciekawiej. No cóż, leki biorę gdyż kasa wydana.

Na zdjęciach wersja lekka za 30$ oraz ciężka artyleria za 60$. Najlepiej kupić i przywieźć z Europy, jest taniej.