O wychowaniu dzieci w Kamerunie

IMG9840 800x533

Europa i Afryka to dwie różne cywilizacje, każda ma swoją historię, tradycję i kulturę które formują dzisiejszą rzeczywistość. Dlatego na samym początku trzeba zaznaczyć, że przeniesienie zachodniego doświadczenia pedagogicznego na Czarny Ląd może być nieefektywne i nawet niebezpieczne. Prostym językiem mówiąc, trzeba patrzeć na Afrykę przez afrykańskie okulary. Aczkolwiek różnica metod i podejść nie likwiduje sedna wychowania – przekazanie dziecku miłości i przygotowanie go do dorosłego życia.

Dziecko i rodzic

W Kamerunie dyskusja z ojcem lub matką jest niemożliwa. Tradycja, według której dzieci jedzą po rodzicach, do tego gdzieś na boku, jest wierzchołkiem góry lodowej. Pyskowanie, arogancja, sprzeczanie się z decyzjami starszych są tłumione od najmłodszego wieku. Nie oznacza to, że dziecko jest robotem, które mechanicznie i bez emocji reaguje na każde słowo rodziców. Ale otwarte wyrażenie protestu nie ma miejsca.

W odróżnieniu od Europy, gdzie wyżywienie, edukacja, ubranie i leczenie dziecka są niepodważalnym obowiązkiem rodziców, w Kamerunie jest to ich łaska, dar, coś, za co się tylko dziękuję i nigdy się nie wymaga. Jest to głęboka świadomościowa różnica. Z tym jest związana tradycja, że kiedy starsza osoba cokolwiek daje dziecku, to ono zawsze wyciąga obie dłonie równo razem złożone. Powitanie odbywa się prawie tak samo: starszy nakłada swoje ręce na ręce młodszego. Podczas Mszy Św. modląc się „Ojcze nasz” wszyscy podnoszą ręce w górę, ale gdy dochodzi do słów „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” dłonie składa się razem, niby prosząc. Młodszy nie bierze: on przyjmuje.

Kara

Epiphanie jest wychowanką Foyer St. Dominique w Yaounde. W dzieciństwie zdenerwowała swoją matkę, za co dostała po głowie i do dzisiaj jest głucha. Ta historia nie wywołała tu żadnego zadziwienia, ani najmniejszego zainteresowania mediów, społeczność nie omawiała tego wydarzenia. Bo taki wypadek to nic takiego, może też nie jest normą, ale co tam – zdarza się. Nikt matce ani słowa nie powiedział.

Kara fizyczna jest głównym narzędziem wychowania dziecka. Za różne występki w absolutnej większości dostaje się lanie. Częstotliwość zależy od rodziny: niektórzy to robią bardzo często, inni prawie nigdy. Innym środkiem jest pozbawienie dziecka jedzenia. Zazwyczaj jest to kara za obijanie się i nic nie robieniem, lub inne poważne przewinieniem. Ta surowa tradycja jednak też ma swoje ograniczenia. Rodzina, a jest to zawsze parędziesiąt osób, może się zebrać i zdecydować zabrać dziecko, a jej szef popieczętować, że jej członek zbyt srogo traktuje swoje dziecko. Wtedy ciocia czy wujek mogą przyjść i zabrać swoje kuzynostwo.

Misja, dostosowując się do Kameruńskiej rzeczywistości, stara się znaleźć złoty środek. Miejscowi wychowawcy z uśmiechem opowiadają, że w sierocińcu „dzieciaki mają dobrze”. „Oczywiście, że bez używania kar trudno by było przemówić do niektórych wychowanków. Ale ogólnie reżim mamy bardzo łagodny”, - opowiada Marianne, wieloletnia wychowawczyni domu dziecka, - „Osobiście mnie wychowywano o wiele srożej”.

Kij i marchewka

Dzieci we Foyer nie są przyzwyczajone do takiego podejścia. Trudno powiedzieć skąd się to bierze, ale propozycja zrobienia czegoś w zamian za coś spotyka się z niezrozumieniem: „Po co mam coś robić nawet za wynagrodzenie, jeżeli nie chcę tego robić?”.

Pewna wolontariuszka z Europy zorganizowała konkurs rysunków. Ogłoszono, że praca, która zajmie pierwsze miejsce, dostaje 10000 franków (66 zł). Wystawa się nie odbyła. Organizatorka została zignorowana. Trzeba też dodać, że 10 tyś. franków w Kamerunie to są spore pieniądze, a dla dziecka to w ogóle kosmiczna suma: jedno ciastko kosztuje 25-50. Na pewno pierwszorzędną przyczyną braku interesu były zwyczajne dziecięce lenistwo i obojętność. Dopełnieniem tego był też brak wiary w to, że za stworzenie jakiegoś rysunku można dostać 10 tyś. Podobne akcje nie są znane, a dlatego w tym musi być jakiś hak.

Zamknięte koło

Niepodważalny autorytet i szacunek do rodziców mają też drugą, negatywną stronę. Według statystyk 28% dorosłych Kameruńczyków – całkowicie niepiśmienni, poziom edukacji reszty ciężko ocenić. Jedna kobieta średnio rodzi pięcioro dzieci. Jeżeli matka nigdy nie chodziła do szkoły, to prawdopodobieństwo, że jej dzieci otrzymają wykształcenie jest prawie zerowe: na tę sprawę po prostu nie ma środków. A i większego sensu w edukacji nie znajdują. Istnieją całe plemiona, które całkowicie ignorują szkołę. Na przykład Pigmeje w Kamerunie. „Głupi jak Pigmej”, - mówią tu ludzie. 

W takim wypadku całe ojcostwo skierowane jest w inną stronę. Mówią: „Czego sobie nie życzysz, nie życz innemu”. I nie życzą. I tak się wychowuje następne 28% nieuków. W miastach taka sytuacja to rzadkość, ale w gospodarce rolnej pracuje 70% ludności. Dlatego miejsc pracy wystarczy. Przyjeżdżajcie do Afryki.