O wierze, karze i ignorancji

dziecisoca

O wierze

Ojciec jakoś wspominał, że w Kamerunie niewierzących ludzi nie ma. Inna sprawa to pozostałe wynikające z tego rzeczy. Ale w istnienie szeroko pojmowanego Boga wierzą wszyscy. Przyjeżdżamy na ryneczek z pamiątkami. Tu, rzecz jasna, wszyscy na ciebie się rzucają, proponują „look something in my shop”. Pierwszy kiosk, drugi, trzeci… Wszystko jakieś zwyczajne: maski, barabany, dywany, torebki i itp. To już gdzieś się widziało i wcale nie robi wrażenia. Do tego jeszcze rzeczy są pogańskie i mało kto tu wie, co oznaczają. Najważniejsze – turystom się podoba. Bezsensownie wchodzę do kolejnego kiosku, patrzę na to, co już widziałem w poprzednich. Podchodzi do mnie sprzedawca i zaczyna proponować maskę. Mówię coś kształtu: ”Dziękuję, nie potrzebuję, jestem chrześcijaninem”. On dalej swoje, mówi, że to prawdziwe kameruńskie. Znowu odpowiadam: „Chłopie, ja w Boga wierzę, nie potrzebna mi jest twoja maska”. A on do mnie z oburzeniem: „A kto w Boga nie wierzy?”. I kontynuuje proponowanie czarnej drewnianej twarzy. 

Najbardziej surowa kara 

Sobota. Dzień różnorakich prac. Wszystko wiruje, każdy coś robi, remontuje, myje, sprząta, składa. Wśród całego tego szumu słyszę głos małego Teddy: Lesly, Douce, Vantienne! Są to imiona jego przyjaciół. Myślę: „Co tu się stało?”. Idę na wołanie. Słuch przyprowadza mnie do drzwi jednego z pokoi. Rozumiem, że ten zwyczajny pokój służy teraz jako „Teddykarcer”. Na pewno mały źle się zachowywał, naprzykrzył się starszemu i tamten użył najbardziej surowej kary: izolacji od pozostałych dzieci. Chłopiec najzwyczajniej znajduje się w osobnym pokoju sam na sam. Choć wcale niezamknięty na klucz, ma tam siedzieć i tyle. A być tu w samotności jest najgorszą rzeczą. Tak i siedzi biedak w pokoju, woła swoich przyjaciół. Dla dorosłego taka kara to nagroda, posiedzieć w ciszy i nic nie robić, można się nawet zdrzemnąć, wypocząć. Dla czteroletniego kameruńczyka – Sybir, zesłanie i katorga. Resztę dnia mały był największym ANIOŁEM.

Ignorancja

Trzy tygodnie temu, wszem i wobec zostało obwieszczone, że odbędzie się egzamin z tabliczki mnożenia. Na początku pierwsza połowa – do cyfry 5, za tydzień od 6 do 9. Ogłoszenie zostało umieszczone w dwóch najbardziej odwiedzanych miejscach domu – przy kuchni i wejściu do domu. Dzisiaj piszemy drugą połowę. 25 mnożenia trzeba rozwiązać w ciągu 5 minut. Sprawdzamy wyniki. Powtarza się sytuacja z zeszłego tygodnia – kilka osób policzyło wszystko dokładnie, czasem robiąc 2-3 błędy. Reszta do 24 nieprawidłowych odpowiedzi. Powtórzenie tego samego testu jutro pokaże ten sam wynik. Nie pomagają zmuszenie, przekonanie, krzyki i kary. Najbardziej ciekawe jest to, że taka sytuacja zdarza się z osobami, które uczą się w klasach maturalnych. Przy czym nie pierwszy raz. Jakaś dziwna afrykańska ignorancja…