O ulubionym daniu i naszych rottweilerach

MG3148.jpg

W Kamerunie wszyscy jedzą na podłodze. Nawet dorośli. Ci, którzy spożywają jedzenie przy stole albo próbują naśladować Europejczyków, albo... Nie, jednak tylko ci pierwsi. Nasze dzieciaki podobnie. Na dobitek tu się je rękoma. Po prostu tak jest łatwiej. Tradycja ta jest o tyle głęboka, że na razie żadne triki mające na celu posadzenie dziecka przy stole nie sprawdziły się. 

Wielu z nas może przypomnieć sobie jak będąc maluszkami uwielbialiśmy jeść na podłodze. Zdaje się, że tu wszyscy żyją jak w dzieciństwie. Siedzą zgrają dookoła wspólnego talerza, gadają, jedzą.

Pomogłem dziewczynom zemleć bulwy korzenne manioku. Skutek – 4 odciski i mączki (tzw. kassawy) nie wystarczy nawet na dwa posiłki. Maniok tu się kupuje w półsurowym stanie, dlatego przed przygotowaniem trzeba go najpierw zemleć ubijakiem. Przyrządzona masa maniokowa- ulubione danie Kameruńczyków. Je się ją codziennie zmieniając tylko sos. To tak mniej więcej jak dla nas ziemniaki. Skończyłem ubijanie cały spocony. Nie mam pojęcia jak dziewczyny robią to codziennie. Siłownia na pewno im nie jest potrzebna.

Chłopacy mają swoje obowiązki. Na przykład Patryk opiekuje się dwoma szczeniakami. Rottweilery hodują się tu dla ochrony terytorium. W najlepszych czasach było ich 31. O. Darek przed pójściem do klasztoru skończył zootechnikę i do dzisiejszego dnia jest wielkim wielbicielem zwierząt. Dzięki zdobytej wiedzy i hobby hodował szczeniaki, co było dodatkowym zyskiem dla misji. Pieniędzy ze sprzedaży jednego rasowego szczeniaka wystarczało na opłatę jednego pracownika przez rok.

O. Dariusz nie uważa rottweilera za szczególnie mocnego psa. „ Ale innych tu nie można kupić”- mówi.

Starsi chłopcy dzisiaj pomagali przeciągać rurę wodno-kanalizacyjną. Woda ze ścieków wcześniej po prostu leciała za terytorium domu, gdzie wpadała do rzeki. Nie tak dawno sąsiedzi zaczęli budować dom i musieliśmy położyć dodatkowe kręgi betonowe, aby woda leciała nie przez ulicę, a pod nią. W nocy była burza. 

Razem z chłopakami nie spaliśmy, trzeba było strzec dom. Strzegliśmy, wiadomo, nie od deszczu, a od złych panów, którzy korzystają z takich momentów. Ale o tym opowiem później.

W Kamerunie wszyscy jedzą na podłodze. Nawet dorośli. Ci, którzy spożywają jedzenie przy stole albo próbują naśladować Europejczyków, albo... Nie, jednak tylko to pierwsze. Nasze dzieciaki podobnie. Na dobitek tu się je rękoma. Po prostu tak jest łatwiej. Tradycja ta jest o tyle głęboka, że na razie żadne triki mające na celu posadzenie dziecka przy stole nie sprawdziły się. 
3148 – wielu z nas może przypomnieć sobie jak będąc maluszkami uwielbialiśmy jeść na podłodze. Zdaje się, że tu wszyscy żyją jak w dzieciństwie. Siedzą zgrają dookoła wspólnego talerza, gadają, jedzą.
3153
8288
8303 
Pomogłem dziewczynom zemleć bulwy korzenne manioku. Skutek – 4 odciski i mączki (tzw. kassawy) nie wystarczy nawet na dwa posiłki. Maniok tu się kupuje w półsurowym stanie, dlatego przed przygotowaniem trzeba go najpierw zemleć ubijakiem. Przyrządzona masa maniokowa- ulubione danie Kameruńczyków. Je się ją codziennie zmieniając tylko sos. To tak mniej więcej jak dla nas ziemniaki. Skończyłem ubijanie cały spocony. Nie mam pojęcia jak dziewczyny robią to codziennie. Siłownia na pewno im nie jest potrzebna.
3276 – moździerz. Wyrabia się z twardego czerwonego drewna.
3277 – tak wygląda maniok.
Chłopacy mają swoje obowiązki. Na przykład Patryk opiekuje się dwoma szczeniakami. Rottweilery hodują się tu dla ochrony terytorium. W najlepszych czasach było ich 31. O. Darek przed pójściem do klasztoru skończył zootechnikę i do dzisiejszego dnia jest wielkim wielbicielem zwierząt. Dzięki zdobytej wiedzy i hobby hodował szczeniaki, co było dodatkowym zyskiem dla misji. Pieniędzy ze sprzedaży jednego rasowego szczeniaka wystarczało na opłatę jednego pracownika przez rok.
8239 - o. Dariusz nie uważa rottweilera za szczególnie mocnego psa. „ Ale innych tu nie można kupić”- mówi.
8243
8249
Starsi chłopcy dzisiaj pomagali przeciągać rurę wodno-kanalizację. Woda ze ścieków wcześniej po prostu leciała za terytorium domu, gdzie wpadała do rzeki. Nie tak dawno sąsiedzi zaczęli budować dom i musieliśmy położyć dodatkowe kręgi betonowe, aby woda leciała nie przez ulicę, a pod nią. W nocy była burza. 
Razem z chłopakami nie spaliśmy, trzeba było strzec dom. Strzegliśmy, wiadomo, nie od deszczu, a od złych panów, którzy korzystają z takich momentów. Ale o tym opowiem już jutro. 
8255
8256
3200 – nauka o 02.00 w nocy. Podczas deszczu ktoś obowiązkowo musi być na zewnątrzW Kamerunie wszyscy jedzą na podłodze. Nawet dorośli. Ci, którzy spożywają jedzenie przy stole albo próbują naśladować Europejczyków, albo... Nie, jednak tylko to pierwsze. Nasze dzieciaki podobnie. Na dobitek tu się je rękoma. Po prostu tak jest łatwiej. Tradycja ta jest o tyle głęboka, że na razie żadne triki mające na celu posadzenie dziecka przy stole nie sprawdziły się. 

W Kamerunie wszyscy jedzą na podłodze. Nawet dorośli. Ci, którzy spożywają jedzenie przy stole albo próbują naśladować Europejczyków, albo... Nie, jednak tylko ci pierwsi. Nasze dzieciaki podobnie. Na dobitek tu się je rękoma. Po prostu tak jest łatwiej. Tradycja ta jest o tyle głęboka, że na razie żadne triki mające na celu posadzenie dziecka przy stole nie sprawdziły się. 

Wielu z nas może przypomnieć sobie jak będąc maluszkami uwielbialiśmy jeść na podłodze. Zdaje się, że tu wszyscy żyją jak w dzieciństwie. Siedzą zgrają dookoła wspólnego talerza, gadają, jedzą.

Pomogłem dziewczynom zemleć bulwy korzenne manioku. Skutek – 4 odciski i mączki (tzw. kassawy) nie wystarczy nawet na dwa posiłki. Maniok tu się kupuje w półsurowym stanie, dlatego przed przygotowaniem trzeba go najpierw zemleć ubijakiem. Przyrządzona masa maniokowa- ulubione danie Kameruńczyków. Je się ją codziennie zmieniając tylko sos. To tak mniej więcej jak dla nas ziemniaki. Skończyłem ubijanie cały spocony. Nie mam pojęcia jak dziewczyny robią to codziennie. Siłownia na pewno im nie jest potrzebna.

Chłopacy mają swoje obowiązki. Na przykład Patryk opiekuje się dwoma szczeniakami. Rottweilery hodują się tu dla ochrony terytorium. W najlepszych czasach było ich 31. O. Darek przed pójściem do klasztoru skończył zootechnikę i do dzisiejszego dnia jest wielkim wielbicielem zwierząt. Dzięki zdobytej wiedzy i hobby hodował szczeniaki, co było dodatkowym zyskiem dla misji. Pieniędzy ze sprzedaży jednego rasowego szczeniaka wystarczało na opłatę jednego pracownika przez rok.

Starsi chłopcy dzisiaj pomagali przeciągać rurę wodno-kanalizacyjną. Woda ze ścieków wcześniej po prostu leciała za terytorium domu, gdzie wpadała do rzeki. Nie tak dawno sąsiedzi zaczęli budować dom i musieliśmy położyć dodatkowe kręgi betonowe, aby woda leciała nie przez ulicę, a pod nią.

W nocy była burza. 

Razem z chłopakami nie spaliśmy, trzeba było strzec dom. Strzegliśmy, wiadomo, nie od deszczu, a od złych panów, którzy korzystają z takich momentów. Ale o tym opowiem później.