O dyscyplinie dzieciaków

IMG8185

Niewystarczająca znajomość francuskiegie oraz bardzo krótki czas naszego pobytu nie pozwala dostrzec wszystkich szczegółów tutejszego sposobu życia. Jednak od razu da się zauważyć jedną rzecz- żelazną dycyplinę. Każde dziecko ma swoje obowiązki, tu nikt nie zadaje dużo pytań. Na przykład dzisiaj w nocy cały czas padał mocny deszcz. Rano jak się obudziliśmy, wszystkie śmieci po burzy były posprzątane. Wszystko myje się ręcznie, szarym mydłem. Każde dziecko wie: „ Wybrudziłeś ubranie – pierzesz sam”. Sobota jest oficjalnym dniem prania, lecz co wieczór ktoś coś czyści. My się śmiejemy, że rodzice z Europy mogliby wysyłać tu swoje dzieci na wychowanie.
Tedi. Trzyletni chłopczyk, zawsze i wszędzie jest z nami. Cały czas nam coś pokazuje i opowiada. Jednak brak rodzicielskiego ciepła jest zauważalny.
Każdy chodzi ze swoim krzesłem. Po drodze na przerwę między dodatkowymi zajęciami.
Wieczorami do młodszych dzieci przychodzi nauczycielka, która się nimi zajmuje. Coś w stylu korepetytorki. Każdego dnia kilka dodatkowych godzin nauki. Jakość kameruńskiego kształcenia jest bardzo niska, ale poziom matury wcale nie jest niższy od europejskiego. To właśnie jest powodem braku u większość uczniów świadectw maturalnych. Dlatego misja ta zwraca tak dużo uwagi na dodatkową edukację dzieci.

Lekcja się zaczyna. Wszystko jest proste: blaszany dach, tablica, kilka plastikowych krzeseł i nauczycielka.

Czas trwania lekcji zależy od ilości materiałów do przerobienia.

Odpowiedź na pytanie czym my się zajmujemy. Jedną z naszych lekcji jest nauka śpiewu i gry na gitarze.
Po kolacji jest czas na samoedukację. My korzystamy z ciszy i już tradycyjnie zadajemu ojcu dużo pytań o małych drobiazgach codziennego życia. Wczoraj nam opowiadał o tym, że na jego dom kiedyś napadli bandyci, pobili go i zabrali kupę kasy. Dlatego każdej nocy któryś ze starszych chłopaków ma dyżur. Ale o tym później warto jest napisać osobny artykuł.

Wczoraj wyłączyli nam światło. Podłączyliśmy akumulatory, włączyliśmy 12-v lampki. Tak mijają nasze wieczory.

Na kolację mieliśmy smażone banany. Tu to jest to samo co u nas ziemniaki. Smak jest podobny do pączków.

Dzieci poszły spać. Kolejny dzień minął.