Nie zjeść

MG9705 1

„Fabrice, ile razy było powiedziane, że masz posprzątać przydzielony ci teren za domem! Dzisiaj wieczorem nie jesz!”, - słyszę z daleka głos Marianne (miejscowa wychowawczyni/opiekunka). Na początku taka kara wydaje się być absurdalna, nieludzka, nie do przyjęcia. I tylko trochę dłuższy czas pobytu na miejscu pozwala na zrozumienie sensu takiej egzekucji. 

W kameruńskich wioskach ludzie jedzą raz dziennie. Nad jedzeniem tu się nie zastanawia, nie rozgląda i nie ocenia. Jedzenie się po prostu je. Dzieci w rodzinie jedzą po rodzicach, tzn. dojadają to, co zostaje. Młodszy nigdy nie zje wcześniej niż starszy. Można się buntować, ale ten zwyczaj kreował się wiekami. Szkoda, że jego ofiarami stały się dzieci. 

No i wyobraźcie sobie: trafia maluch do naszej misji. Codziennie je dwa razy, nie musi dojadać za kimś. Tak codziennie – co jest niemało ważne. Ale do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja. Przy czym w głowie powstaje poczucie, że tak było zawsze i tak być powinno. 

Fabrice kilka razy zignorował polecenie starszej osoby. Taka sytuacji przydarzyła się nie pierwszy i nie drugi raz. Kumputera i telewizji nie ma – nie zabierzesz. Kazać klęczeć – dzieci mogą to robić godzinami i to im wcale nie przeszkadza. A trzeba się uczyć i czekają inne obowiązki. Krzyczeć – zero reakcji. Dzieci są tak przyzwyczajeni do tego, że taka kara – brak kary. 

Jedzenie zostaje hamulcem. Tylko brak kolacji w brzuchu zmusi dziecko do zastanowienia się nad swoim zachowaniem, jak okrutnie by to nie brzmiało i nie raziło ucha przeciętnego "białego". 

Można by powiedzieć, że istnieje wiele innych metod. Tak, ale w Europie. „ Do cudzego klasztoru ze swoimi regułami się nie chodzi”, - mówią. Więc i w Afryce trzeba zachowywać się po afrykańsku.