Jacky Assoungat: „Jeśli się znalazłam w Polsce, to mam dać z siebie wszystko”.

DSC0420

Wychowanka naszego domu po 5 latach studiów w Kaliszu dzieli się z nami swoimi przemyśleniami. O zadaniu bycia przykładem, nowych doświadczeniach w Polsce, o małych marzeniach Kamerunki i dużych problemach Kamerunu w dzisiejszym wywiadzie.

- Jacky, jeżeli miałabyś określić te ostatnie 6 lat pobytu w Polsce w kilku zdaniach, co byś powiedziała?
Powiedziałabym, że po prostu nauczyłam się walczyć o swoje, o to, co robię. A wszystko, co ja robię jest w jednym celu: ŻEBY WSZYSKTO BYŁO DOBRZE. Tak tylko będę mogła podziękować o. Darkowi i ludziom, którzy nam pomagają i sama mieć spokój ducha, że ta pomoc nie poszła na marne.

                                                                                         
- Po tylu latach jak wygląda tęsknota za Kamerunem? Jak to się zmieniło przez lata?
Po tylu latach pobytu w Polsce moja tęsknota za Kamerunem/domem nie jest już taka jak na początku, kiedy myślałam tylko o tym, aby wszystkich zobaczyć znowu. Stopniowo, przeszłam z tej myśli „zobaczyć wszystkich” na pytanie „zobaczę ich i co dalej?”. Zrozumiałam, że nic się nie dzieje bez powodu i że jeśli się znalazłam w Polsce, to mam dać z siebie wszystko, aby być dla innych po pierwsze przykładem, a po drugie pomagać im zrozumieć, że w życiu trzeba walczyć by osiągnąć cel.

 

- Kiedy studiowałaś, to na pewno chciałaś ukończyć studia. Teraz jesteś po studiach. O czym marzysz, jakie stawiasz cele?
Jak każdy po studiach, mam tylko jedno marzenie „znaleźć pracę i rozwijać się w zawodzie”. Niestety, w chwili obecnej, mam z tym kłopoty z powodu tego, że nie mogę otrzymać prawa do wykonania zawodu dopóki nie mam stałego pobytu. Takie są „przepisy” o zawodach pielęgniarek i położnych w Polsce dla cudzoziemców. Czekając na tę możliwość, cały czas szukam pracy (jakiejkolwiek pracy), ponieważ trzeba coś robić. Na razie pracuję w restauracji, praca niezadowalająca, ale od czegoś trzeba zacząć.


- Rok temu do Polski przyleciała Sonia. Mieszkacie teraz w jednym domu. Na pewno jest raźniej razem. Poznawałaś siebie w Soni po przyjeździe z Kamerunu?
Bardzo się cieszę, że jest teraz ze mną. Nie czuję się taka samotna. Poza tym często rozmawiamy o domie i Kamerunie, dlatego też tak mocno nie tęsknię, przecież Sonia to „moja siostra”. Z drugiej strony jest to niekorzystne dla niej, bo za dużo rozmawiamy po francusku, a to jej nie pomaga w nauce polskiego. Oczywiście, że widziałam siebie w Soni po jej przyjeździe. To samo zdziwienie przed wszystkimi m.in. pogodą, ilością jedzenia, wielkimi budynkami, a przede wszystkim radzeniem sobie z tym polskim językiem.


- Trochę o Kamerunie. Z dzisiejszej perspektywy, czego twoim zdaniem najbardziej potrzebuje Kamerun?
Trudno powiedzieć cokolwiek na ten temat, bo i tak jest to długi proces, którego efektów nie zobaczę. Jedyna rzecz, o której myślę jest to, że Rząd jest nie dobry, nic nie robi dla dobra mieszkańców kraju. Każdy myśli tylko o sobie, kradnie bogactwo państwa dla siebie, biedny staje się biedniejszy, a bogaty bogatszy. Młodzież po studiach, mądrzy i doświadczeni nie mają pracy, bo nikt nie chce ustąpić miejsca nowemu pokoleniu. To właśnie jest przerażające.


- W Kamerunie dużo biedy, wysoka śmiertelność wśród dzieci, często brakuje pieniędzy nawet na jedzenie. Przyczyn tego jest dużo i wszystko jest splecione. Co o tym wszystkim myślisz?
Myślę, że tak było, tak jest i tak będzie póki Rząd, tak jak powiedziałam wcześniej, nie zajmie się narodem jak trzeba. Jeśli my ludzie nie zajmujemy się sobą, natura to zrobi za nas. Bądźmy tylko dobrej myśli, że to wszystko kiedyś się zmieni.

- Czego, twoim zdaniem, Polacy muszą się nauczyć od Kameruńczyków?
Szczerze mówiąc, nie wiem, czego mają Polacy się uczyć od Kameruńczyków. Myślę, że sytuacja jest raczej odwrotna. Zauważyłam tylko jedną rzecz: to, że ludzie w Polsce, w zasadzie ci, z którymi miałam do czynienie w pewnych sytuacjach życiowych, bardzo się stresują, reagują bardzo nerwowo,  mają negatywne wizje rzeczy, zamiast się uspokoić, wziąć głęboki oddech i rozwiązać problem ze spokojem. Ojciec Dariusz powiedziałby: „Po co odkładać na jutro to, co można zrobić pojutrze."


- Jak chcesz dzisiaj pomagać Kamerunowi i Foyer St. Dominique?
Jak już powiedziałam, mogę na razie być przykładem dla moich kameruńskich znajomych, przede wszystkim dla rodziny i Foyer St. Dominique. Pomagać ludziom zrozumieć, że w życiu jest ważne stawiać cele i do nich dążyć, by żyć szczęśliwie nawet, jeśli jest się biednym. Więc dzieci mają dobrze się uczyć, by móc rozsądnie myśleć w przyszłości. Mówiąc o Kamerunie, jest to duże uogólnienie, pomogę mojemu krajowi zaczynając od mojego otoczenia. Mam nadzieję, że ktoś będzie dalej działać w tym kierunku i po kilku pokoleniach coś z tego wyjdzie. Jak to się u nas w Kamerunie mówi: "Doucement, mais surement".

 

Jacky Assoungat miała 15 lat, gdy z młodszym bratem trafiła do Domu Foyer St. Dominique. W 2009 r. została wysłana na studia do Polski. Po rocznym kursie języka polskiego stypendystka została przyjęta na położnictwo do Kalisza. W tym roku skończyła naukę i dostała się na Uniwersytet Medyczny w Poznaniu. Ma ojca i 8 braci i sióstr.